Jeśli masz firmę ze stroną, prędzej czy później dostaniesz maila z „darmowym audytem”. Część z nich jest przydatna, część to wygenerowana lista zielonych i czerwonych kropek, której celem jest przestraszyć Cię na tyle, żebyś oddzwonił. Zanim zapłacisz za audyt albo zaczniesz poprawiać stronę według cudzego raportu, sprawdź, czy ten raport w ogóle mówi coś o Twojej sprzedaży.
01 Każdy problem ma dowód
Zdanie „masz problemy z SEO” jest bezwartościowe. Dobry audyt przy każdym znalezisku pokazuje, gdzie dokładnie jest problem: listę adresów, zmierzone wartości, fragment rekordu DNS. Dzięki temu programista może zacząć od razu, a Ty możesz sprawdzić, czy to prawda.
Dowody chronią też przed fałszywymi alarmami. Sami dostaliśmy kiedyś automatyczny raport, który ogłosił „brak DKIM” na naszej domenie. Klucze DKIM były na miejscu, tylko pod nazwami, których narzędzie nie sprawdziło. Jeden taki błąd wystarcza, żeby techniczny odbiorca przestał ufać całemu raportowi.
02 Priorytety zamiast listy stu punktów
Raport, w którym brak opisu obrazka waży tyle samo co noindex na stronie ofertowej, nie pomaga. Każde znalezisko powinno mieć ocenę wpływu (na ruch, konwersję albo ryzyko) i nakładu pracy, a całość powinna kończyć się kolejnością: co zrobić w pierwszym miesiącu, co w drugim i trzecim, i po czym poznać, że poprawka zadziałała.
03 Dane o ruchu i konkurencji
Technika jest ważna, ale decyzję biznesową podejmuje się na liczbach: ile wizyt daje Google, ile byłyby warte w reklamach, na jakie frazy strona jest tuż za podium i które frazy obsługuje konkurencja. Te dane pochodzą z płatnych narzędzi, takich jak Ahrefs czy Semrush, których abonamenty kosztują kilkaset dolarów miesięcznie. Audyt bez nich mówi, co jest zepsute, ale nie mówi, ile to kosztuje.
04 Szybkość od prawdziwych użytkowników
Jeden test PageSpeed to próbka laboratoryjna, a wynik potrafi skakać o kilka lub kilkanaście punktów między pomiarami. Dobry audyt pokazuje też dane polowe Chrome (Core Web Vitals od prawdziwych odwiedzających, jeśli strona ma wystarczający ruch) i mierzy kilka szablonów, nie tylko stronę główną.
05 Sygnały ostrzegawcze
- AStraszenie zamiast faktów: „drzwi do Twojej strony są otwarte dla hakerów” bez wskazania, które drzwi.
- BOceny literowe albo procenty bez wyjaśnienia, z czego się biorą.
- CPorady ogólne, które pasują do każdej strony: „dodaj więcej treści”, „popraw SEO”.
- DBrak danych o ruchu, frazach i konkurencji.
- EObietnica pierwszego miejsca w Google w określonym czasie.
06 Pytania, które warto zadać przed zamówieniem
- ACzy przy każdym problemie dostanę listę adresów albo zmierzone wartości?
- BSkąd pochodzą dane o ruchu, frazach i linkach, i z jakiego okresu?
- CCzy audyt sprawdza wersję na telefon i dane od prawdziwych użytkowników, a nie tylko jeden test?
- DCzy dostanę kolejność poprawek z oceną wpływu i nakładu pracy?
- EPo czym poznam, że poprawka zadziałała, i czy wynik da się porównać za miesiąc?
07 Ile kosztuje audyt strony
Automatyczny raport kosztuje od zera do kilkudziesięciu złotych i w 2-5 minut pokazuje stan techniczny oraz dane z narzędzi SEO. Ręczny audyt w agencji to zwykle od około 1 500 zł do kilkunastu tysięcy, zależnie od wielkości serwisu i zakresu, i ma sens przy dużych sklepach, migracjach albo spadkach ruchu, których przyczyny nie widać.
Nasz audyt łączy jedno z drugim. Darmowa wersja sprawdza 50 podstron i pokazuje wynik, błędy z dowodami, dane z Ahrefs i plan na 90 dni. Pełny raport za 49,99 zł obejmuje do 500 podstron, 50 fraz i 10 konkurentów, gotowy kod danych strukturalnych, ocenę treści, briefy nowych stron, PDF oraz plik .md z listą zadań, który można przekazać programiście albo wkleić agentowi AI.
Dobry audyt da się sprawdzić: każde zdanie ma dowód, każda poprawka ma miarę, a całość kończy się tym, co zrobić najpierw.